link bezpośrednio do treści, skrót klawiaturowy ALT+T lub ALT+SHIFT+T
 
Szukaj:
Na Śląsku też nie próżnują
Dodano:2009-10-01 15:10:19

Ot, redaktor prowadzący niniejszą stronę dostał prztyczka w nos! Jeśli jej odbiorcy wciąż wspominają wakacje i nadal chcą się dzielić opowieściami o wycieczkach i weekendach za miastem, to błędem jest odgórne zamykanie tego wątku… Przyszło jednak opamiętanie! Przyszło, za sprawą Sylwii Lipińskiej, koordynator wolontariatu w Śląskiej Jednostce Wojewódzkiej TPG. Poniżej dwie historie przez nią nadesłane. Współautorem pierwszej jest wolontariusz, Paweł Lipiński.

 

Rosarium, kaktuarium, szklarnie i alejki – Ogród Botaniczny

W jeden z ciepłych, wakacyjnych dni kilku wolontariuszy wraz ze Śląską Pełnomocnik Wojewódzką – Dorotą Rajer, postanowiło udać się na spontaniczne zwiedzanie zabrzańskiego Ogrodu Botanicznego. Mimo „sezonu ogórkowego” udało się uzbierać sześcioosobową ekipę, która ruszyła na podbój alejek i szklarń… Relacja uczestnika wycieczki, wolontariusza, Pawła Lipińskiego:

„Na samym początku wędrówki szybko podzieliliśmy się na trzy pary. Każda osoba głuchoniewidoma miała ze sobą tłumacza-przewodnika, dzięki któremu miała możliwie pełny obraz rzeczywistości, rozciągającej się w Ogrodzie Botanicznym. A było co opisywać! Dużo ciekawych okazów flory – począwszy od ozdobnych krzaczków, aż do kilkunastometrowych drzew. Z racji tego, że mimo usilnych starań nie mogłem zastąpić wielu obrazów słowami, wybrałem wariant „dotykowy” – starałem się, by pani Marianna mogła użyć wyobraźni, dotykając ciekawych okazów roślin. Wolontariuszka Kinga była przewodnikiem pana Emila, którego pasją są kwiaty. Patrząc na jej poczynania, podziwiałem, jak dużo wkładała zaangażowania i pasji w opisywanie składników otoczenia. Podobnie zresztą nasza pełnomocnik, Dorota, która z zaraźliwym entuzjazmem opowiadała pani Bogusi o ciekawostkach związanych z kwiatami lub drzewami ozdobnymi.

 

 

Jednym z punktów zwiedzania okazało się cudowne rosarium. Nie tylko ze względu na walory estetyczne – wszyscy bardzo dokładnie opisywali róże, których odmian w ogrodzie jest bardzo wiele, ale także ze względu na mocny zapach, przez który część osób zaczęła kichać – no cóż, chyba jednak zapach był zbyt intensywny, przyznaję.

Kolejnym ciekawym punktem okazały się szklarnie z tropikalnymi roślinami – właśnie tam najczęściej robiliśmy sobie zdjęcia, mimo wąskich ścieżek i roślin zasłaniających obiektyw. Poradziliśmy sobie z niedogodnościami miejsca, po czym przeszliśmy do kaktuarium. Niestety, tutaj zemściła się na mnie moja metoda dotykowego sprawdzania roślin… Pani Marianna i ja zostaliśmy ofiarami kaktusa, który z wierzchu nie miał igieł – ale poniżej… niestety miał. Na szczęście nic groźnego się nie stało, mimo igieł w palcach dobry humor nas nie opuszczał.

Długi spacer, mimo niewątpliwie ładnych roślin i naprawdę świetnego humoru (tutaj przodowała Kinga, opowiadająca naprawdę zabawne historie, związane z pomnikami bądź drzewami i skutecznie wszystkich rozbawiająca) zaczął stawać się męczący. Gdy usiedliśmy na ławce i zaczęliśmy rozważać pomysł powrotu do domu, zaczął padać deszcz, który skutecznie skrócił nasze debaty i niezdecydowanie.

Atmosfera ciszy i spokoju, panująca w zabrzańskim ogrodzie była bezcenna, aktywnie wypoczęliśmy, obcowanie z przyrodą dało nam wielką przyjemność. A tymczasem… niebawem wybieramy się w kolejne cudne miejsce!”

 

„Kolejne cudne miejsce”, czyli Chorzowski Ogród Zoologiczny

Żyrafy, słonie, małpy, lwy – te i wiele innych zwierząt postanowiliśmy odwiedzić w chorzowskim Ogrodzie Zoologicznym. Inicjatywa tego wyjścia zrodziła się z dnia na dzień – pomysł wolontariuszki Kingi został zrealizowany w przeciągu zaledwie dwóch dni. I tak, nasza dwunastoosobowa grupa wyruszyła w upalny ranek do Śląskiego Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku.

 

 

Wesoła grupka miała wiele uciechy w poznawaniu zwierząt, ptaki, ssaki, gady i ryby – wszystkie piękne i zachwycające. I zachwycający był głos wolontariuszy, którzy opowiadali osobom głuchoniewidomym o pięknie barw i kształtów. Na początku udaliśmy się do mini-zoo, gdzie karmiliśmy kozy, głaskaliśmy owce i konie oraz oglądaliśmy zabawy i popisy świnek morskich, chomików i papużek. Wielką atrakcją okazała się także Dolina Dinozaurów, gdzie kamienne repliki tych niegdyś potężnych władców naszej planety cierpliwie pozowały do zdjęć. Poznawaliśmy  kształty ich łap, głów, ogonów. Niektóre ogromne, a część całkiem niewielka. Wkrótce, po odwiedzinach w Dolinie Dinozaurów, przyszedł czas na obiad, taki długi i intensywny spacer wymaga regeneracji - pomogły nam: żurek, barszczyk, naleśniki, zapiekanki – do wyboru, do koloru. I tak, naładowani energią ruszyliśmy w kierunku niedźwiedzi brunatnych, gdzie właśnie jeden z niedźwiadków spontanicznie zrobił pokaz tańca, machając łapami i wyginając się…

Upał stawał się coraz bardziej nieznośny, mimo popołudniowych już godzin. Zwierzęta odpoczywały, leżąc w cieniu, a my siedząc na ławce, gawędząc. Kolejny letni dzień minął nam w bardzo przyjemnej atmosferze.

 

 

Tekst: Sylwia Lipińska (Koordynator Wolontariatu Śląskiej JW TPG)

Fot.: Dorota Rajer (Pełnomocnik Ślaskiej JW TPG),

Klaudia Kostka (tłumacz-przewodnik Śląskiej JW TPG)




Dodaj komentarz do newsa!



<<- Powrót

Komentarze: