
Projekt, który realizujemy pod hasłem „Weź sprawy w swoje ręce…” spotyka się z żywym odzewem uczestników. Świadczą o tym wciąż napływające listy. Coraz więcej osób ma okazję osobiście przekonać się o tym, jak TPG wspierane przez Unię Europejską rehabilituje i aktywizuje zawodowo oraz jakie ma sposoby na integrację środowiska. Tym razem o jednym ze spotkań opowiada Agnieszka Orzech, czyli bohaterka kampanii promocyjnej projektu i jednocześnie jego beneficjentka.
W sobotę 20 czerwca 2009 r. Odbyła się V z kolei sesja rehabilitacyjna w ramach projektu „Wsparcie osób głuchoniewidomych na rynku pracy”. Tym razem zjazd miał miejsce w Gdańsku, a dokładnie w siedzibie Pomorskiej Jednostki Wojewódzkiej Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym przy ulicy Bażyńskiego. Już sama obecność w tym miejscu nadawała spotkaniu pewnego prestiżu.
Impreza rozpoczęła się kilkanaście minut po dziesiątej, czyli nieco po zaplanowanym czasie. Nie ma się temu co dziwić – przecież każdy z każdym musiał się przywitać, wyściskać i porozmawiać o bieżących sprawach. Oficjalna inauguracja sesji przypadła w udziale Ani Jurkowskiej, która pełni funkcję Pomorskiej Pełnomocnik Wojewódzkiej TPG oraz Andrzejowi Ciechowskiemu – naszemu koordynatorowi makroregionu północno-zachodniego, który czuwa nad sprawnym przebiegiem projektu na tym terenie. Przywitano nas bardzo serdecznie, przedstawiono plan dnia oraz zaprezentowano nowozatrudnionych specjalistów.
Po części oficjalnej przyszedł czas na integrację. Z doświadczenia wiem, że w TPG przywiązuje się do niej ogromną wagę. Grono podopiecznych organizacji wciąż się powiększa i dlatego tak ważne jest, abyśmy nieustannie poszerzali krąg naszych znajomych i z otwartością przyjmowali tych, którzy po raz pierwszy zawitali w nasze progi. Większość osób uczestniczących w sobotniej sesji zdążyła się już dobrze ze sobą poznać w czasie poprzednich zjazdów. Jednakże byli też tacy, którzy jak dotąd nie mieli okazji spotkać się w obecnym składzie. Myślę, że zabawy integracyjne, jakie nam zaproponowano spełniły swoją rolę – ostatecznie przełamały lody i po ich zakończeniu już nikt nie miał problemów z adaptacją.
Chyba najlepiej świadczy o tym gwar, jaki zapanował po tym, gdy dano nam czas na nawiązywanie nowych kontaktów lub też zacieśnianie dawnych więzi. Każdy znalazł kogoś z kim mógłby zamienić choć parę słów. Ponadto przez cały ten czas mogliśmy korzystać z porad specjalistów (psychologa, doradcy prawnego, speca od sprzętu komputerowego, rehabilitanta wzroku itp.). Trzeba pamiętać, iż głównym zadaniem projektu jest społeczna i zawodowa aktywizacja osób z jednoczesnym uszkodzeniem wzroku i słuchu.
Gdańska sesja umożliwiła realizację powyższego założenia. Dzięki fachowej pomocy całej rzeszy specjalistów udało się rozwiązać szereg dręczących nas problemów. Doradca prawny pomógł nam odnaleźć się w gąszczu przepisów, ulg i przywilejów dotyczących osób niepełnosprawnych. Od doradcy do spraw sprzętu rehabilitacyjnego mogliśmy dowiedzieć się wiele na temat nowych zdobyczy techniki, ułatwiających codzienne funkcjonowanie ludziom niewidomym i niesłyszącym. Każdy z fachowców dokładał starań, aby uruchomić drzemiący w nas potencjał, który pozwoliłby zaistnieć nam na rynku pracy. No i oczywiście mogliśmy liczyć na to, że Ania, Andrzej oraz cały sztab życzliwych nam ludzi będzie cierpliwie wysłuchiwał naszych problemów i tego, co leży nam na sercu.
Wszelkie rozmowy umilkły wraz z podaniem obiadu – przepysznej zupy warzywnej, która skutecznie powstrzymała nasz słowotok. Zrobiło się podejrzanie cicho, a jedynymi dźwiękami, jakie można było usłyszeć, były odgłosy świadczące o ogólnym zadowoleniu. W końcu nic tak nie smakuje, jak zupa przyprawiona odrobiną zaangażowania i ludzkiego dobra.
Dla uściślenia należy dodać, że obiad nie był jedynym posiłkiem, jaki nam serwowano. W ciągu dnia śmiało mogliśmy raczyć się dowolną ilością pączków, drożdżówek i czekoladowych batonów. Częstowano nas również kawą i herbatą. Ktoś bardzo zadbał o nasze brzuchy i o to, aby nie spadł nam poziom cukru we krwi.
Po obfitej uczcie dla ciała przyszedł czas, by nasycić również i ducha. W tym celu udaliśmy się w stronę Katedry Oliwskiej, gdzie mieliśmy wysłuchać koncertu granego na słynnych, 18-wiecznych organach. Zanim to jednak nastąpiło czekała nas przechadzka po tchnącym historią parku oliwskim. Bez pośpiechu spacerowaliśmy krętymi alejkami, przystając czasem po to, by nacieszyć się szumem potoku i popodziwiać bogactwo tamtejszej flory. Przyjemnie było kroczyć ścieżkami, którymi kiedyś przechadzał się biskup Ignacy Krasicki. Udało nam się zwiedzić starą palmiarnię, gdzie za pomocą wszystkich zmysłów mogliśmy poznać kawałek, tak odległego dla nas egzotycznego świata. Był to czas przeznaczony na relaks i dokończenie zaczętych wcześniej rozmów.
Kilka minut przed piętnastą zajęliśmy miejsca na drewnianych ławkach, oczekując na koncert w chłodnym wnętrzu Katedry. Równo z wybiciem pełnej godziny mury kościoła wypełniły pierwsze dźwięki organowej muzyki sprawiając, że kolejne dwadzieścia minut zmieniło się dla większości z nas w pasmo niezapomnianych przeżyć.
Po wyjściu z Katedry przyszedł w końcu czas na pożegnanie. Rozchodziliśmy się powoli pojedynczo, parami, bądź też w większych grupach. Każdy zmierzał w innym kierunku. Jedni pomaszerowali na tramwaj jadący do centrum, drudzy wyruszyli na pieszo do domów, a jeszcze inni powędrowali raźno w stronę dworca.
V sesja rehabilitacyjna w Gdańsku dobiegła końca. Wróciłam do domu odrobinę zmęczona, ale za to bardzo zadowolona, Pełna nowych wrażeń i nadziei na kolejne spotkanie. To był dobry dzień, bogaty w doświadczenia i dający człowiekowi siłę na dalsze zmaganie się z losem.
Tekst: Agnieszka Orzech (uczestniczka projektu)
Projekt współfinansowany przez Unię Europejską w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego.