Towarzystwo Pomocy Głuchoniewidomym - oficjalny serwis internetowy TPG

Ścieżka dostępu do aktualnie oglądanej strony

DiS » Dłonie i Słowo » Nr 2-3/2017 » W komunikacji liczy się dotyk

Boczny panel wyboru na stronie DiS Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym

przycisk menu do numerów miesięcznika Dłonie i Słowa
przycisk menu do numerów Usłyszmy i zobaczmy
przycisk menu do archiwum Dłoni i Słów

Wyszukiwarka dla Głównego serwisu TPG

W komunikacji liczy się dotyk

 
Czym jest dotyk? Jak pomaga nam w relacjach i kontaktach? Jakie budzi uczucia i emocje? Przeczytajcie, co na ten temat myśli Sebastian Kukło, tłumacz-przewodnik z Podlaskiej JW TPG.
 
Każda osoba pisząca tekst zdaje się dziś na komputer. Na litery z klawiatury QWERTY, które złoży w wyrazy, te następnie w zdania i bloki tekstu, porozdzielane kropkami, akapitami, najdłuższą na klawiaturze spacją (tak symbolicznie inną od reszty znaków), na schowany gdzieś głębiej szyfrogram, pozornie bez ładu i składu ciąg zero-jedynkowych paciorków nanizanych na nieskończenie długą i niewidzialną, elektroniczną nić. Tak napisany tekst okazuje się mieć nie tylko długość, lecz także wagę, mierzoną w bajtach z przedrostkiem kilo- czy mega-, jak gdyby każda litera miała swą własną, przypisaną jej masę. Dystans, jaki pokonaliśmy od czasów sygnałów dymnych czy pocztowego gołębia, jest nieprawdopodobny – dziś nikt już nie pisze ręcznie, chyba że musi. Co ciekawe, ta ręka, która bardziej przywykła do klawiatury niż długopisu, zapomina z upływem czasu, jak to jest kreślić znaki. Kultura telefonu komórkowego skutecznie wyparła pierwotny, odręczny tekst, grzebiąc go pod grubą na bajty warstwą, niczym kości dinozaura.
Warto jednak pamiętać, od czego zaczyna się komunikacja. Nie rodzi się ona z pierwszym wystukanym na klawiaturze zdaniem, wysłanym esemesem czy ulotnym jak chwila zdjęciem na Snapchacie *. Nawet nie z pierwszym słowem, wyartykułowanym w ucho rozmówcy, lub znaczącym gestem, jak podniesiony do góry kciuk. Komunikacja jest bardziej intymna, szczególna i uważna. A jest nią po prostu dotyk.
Komunikacja zaczyna się w chwili narodzin. Noworodek zanim zobaczy świat, już go czuje – dłoń matki, jej usta, włosy są niejako przedłużeniem własnego, nie dość dobrze zdefiniowanego ciała. Przez całe życie dotyk będzie nagrodą – czymś bezpiecznym i ważniejszym niż tysiące słów. Czymś, co pozwala nam wyrażać wsparcie, sympatię, akceptację. Kłopot jedynie w tym, że ktoś niedotykany nie będzie umiał dotykać. A ten, który przestał dotykać, zatraci prawdziwość pierwotnych gestów.
Ogromne wrażenie zrobił na mnie kiedyś jeden chirurg urolog, leczący głównie chorych płci męskiej w wieku siedemdziesiąt pięć plus. Po zabiegu resekcji gruczołu krokowego, wykonywanego w znieczuleniu od pasa w dół, zwykł on podchodzić do swoich pacjentów i łapiąc ich po ojcowsku za nos, informował per „ty” o zakończeniu zabiegu. Nie mówił nic szczególnego, jednak sposób, w jaki tarmosił ich leciwe, stateczne nosy, budził mój podziw. Konia z rzędem każdemu, kto zechciałby powtórzyć ten wyczyn z równą naturalnością i sympatią wobec prawie obcych ludzi. Pozornie prosty, a jednak prawie cyrkowy numer, kiedy trzeba swobodnie, ale i zdecydowanie podejść, z uśmiechem, wycelować, ścisnąć, puścić i wreszcie zagadać, jak gdyby nigdy nic, bo i cóż to wielkiego, prawda? Charlie Chaplin był ojcem produkcji opartych na gestach i ruchu, kina kopanego, za przeproszeniem, w tyłki. Na poziomie filmu wydawało się to banalne, a nawet tandetne – niemniej wcale takie nie było. Ten wielki aktor, reżyser i scenarzysta pierwszej połowy XX wieku zwykł z dumą mawiać, że ów siarczysty, przerysowany kop był sztuką samą w sobie, aby wyszło nie głupio, a śmiesznie. Może więc podejść i dotknąć to czynność równie skomplikowana jak wyszukany, obcy nam ceremoniał? Jak parzenie japońskiej herbaty w ściśle dobranym do pogody kimono?
 
 
W dobie mediów cyfrowych i globalizacji dotyk przeżywa kryzys, wyrazem czego są powstające również w Polsce tak zwane Cuddling Groups. Zrzeszają one ludzi spragnionych dotyku, którzy we dwoje, lub w większym gronie, milcząc lub rozmawiając, przytulają się razem, karmiąc bliskością i ciepłem drugiej osoby. Twórcy tego międzynarodowego ruchu podkreślają, że taki dotyk jest dobry dla ducha i ciała, budzi zaufanie do drugiej osoby, daje wzajemne poczucie przynależności i akceptacji. Spotkania zwane Cuddle Party mają na celu powrót do korzeni naszego człowieczeństwa i odzyskanie tego, co straciliśmy w trakcie rozwoju cywilizacji, opartej dziś głównie na technologii i cyfrowych relacjach z bliskimi.
Każdy z nas ma własną wrażliwość i obiektywnie przyjętą przestrzeń komfortu, zwaną dystansem intymnym, mierzącym podobno skromne czterdzieści pięć centymetrów. Wejście do tego klosza, którego średnicę określa oddech czy zasięg wyszeptywanych słów, rezerwujemy jedynie dla osób nam bliskich (rodziców, małżonków, dzieci), rzadziej nawet przyjaciół, gdyż jak dobrze z życia wiemy, nie każdy lubi być dotykany. Czym groziłoby jednak rozszczelnienie tej niewidzialnej, eterycznej konstrukcji? Czy szczery, podyktowany dobrą intencją, dotyk musi parzyć z wdziękiem pokrzywy, czy zadaje nam gwałt?
Jako przewodnik osób głuchoniewidomych wchodzę na co dzień w ten szczególny, intymny kontakt, przyzwalając moim podopiecznym na dotyk. Są to otarcia, muśnięcia, trzymanie, ściskanie, czasem bezceremonialne brajlowanie koszuli, lub efemeryczne, prawie nieodczuwalne spacerowanie z poczuciem bliskości drugiej osoby, obecnej tuż obok, ledwie pół centymetra ode mnie. To również kontakt niemal twarzą w twarz, pochylonego ku mnie człowieka, który wyjawia mi tajemnicę zarezerwowaną tylko dla moich uszu. Z drugiej strony jestem ja – łapię człowieka za ramiona, kręcę nim śmiało w stronę obiektywu aparatu fotograficznego, kieruję jego przegubem w ślad za oparciem krzesła czy siodełka tandemu, strząsam resztki okruchów czy liść z pleców zwykłym gestem. Taka relacja, oparta na dotyku, jest szczególnie intymna, rodzi chcąc nie chcąc zaufanie i poczucie odpowiedzialności, a jednocześnie stanowi uniwersalny sposób komunikacji, wolny od barier językowych i zrozumiały dla wszystkich. Moment, w którym zdecydujemy się świadomie i dobrowolnie znieść niewidzialny parawan względem drugiego człowieka, może być chwilą, kiedy przestrzeń komfortu cudownie wzrasta, a nie zaciska się na nas z klaustrofobicznym poczuciem ciasnoty.
Wszystkie gatunki zwierząt zamieszkujących Ziemię wyposażone są w zmysł dotyku. Ich wzajemne relacje budowane są na bliskim kontakcie, który skutkuje, w dużym uproszczeniu, tworzeniem więzi i komunikacją. Człowiek, jako niechlubny wyjątek, uczynił z dotyku rzecz awangardową, nacechował go czymś obcym i złym, zaszczepił strach i poczucie skrajnej wręcz intymności, której nienaruszalność jest naszym prawem.  A przecież dotyk ułatwia relacje, zbliża ludzi i buduje więzi w oparciu o szczerą troskę, uważność i zainteresowanie drugim człowiekiem. Jest swoistym wyodrębnieniem drugiej osoby, nadaje kontur i kształt, przekazuje przy tym to COŚ ─ trudną do opisania energię, którą żyjemy na co dzień. Wracając do klawiatury – od znaków bardziej wymowna bywa leżąca na skraju spacja, bez której zdania zlewają się w całość, jak trudny do rozkodowania szyfr.
 
* Snapchat to aplikacja pozwalająca na udostępnianie pomiędzy użytkownikami zdjęć, filmików, oraz wiadomości
Sebastian Kukło, tłumacz-przewodnik z Podlaskiej JW TPG
Zdjęcie autora artykułu: Sebastian Kukło, tłumacz-przewodnik z Podlaskiej JW TPG

Komentarze do wpisów



Obrazek przedstawiający hasło: TPG - Tu Przekraczamy Granice!

Informacje o nas

Projekt współfinansowany ze środków Pfron

Projekt współfinansowany ze środków PFRON
PFRON - Państwowy fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

Jeden procent dla TPG

Obrazek przedstawiający KRS do przekazania 1% dla TPG


Ułatwienia dostępu do strony

Adresy e-mail redakcji i webmastera strony

Informacja o własności